BayArena
fot. www.bayer04.de

Sezon ogórkowy jeśli chodzi o rozgrywki ligowe trwa w najlepsze. Na szczęście w tym roku będzie znacznie krótszy ze względu na mundial. Już niebawem przyjdzie nam emocjonować się występami reprezentacji narodowych na najważniejszym turnieju na świecie. Tymczasem jednak wciąż dziewięćdziesiąt procent docierających do kibiców wieści dotyczy transferów. Większość z tego to wyssane z palca plotki, zaś każda pogłoska automatycznie powoduje lawinę tekstów na temat danego piłkarza, zaangażowanych w sprawę klubów, agentów, kibiców i Bóg wie, kogo jeszcze.

Jak na razie największe emocje w kontekście Bayeru Leverkusen rozpalały się wokół trzech panów, których nazwiska zaczynają się na literę „C”. Ostatnie doniesienia z obozu Aptekarzy dają niemal pewność, że Gonzalo Castro zostanie w klubie. Po zapowiadanym spotkaniu piłkarza z zarządem zapadła głucha cisza… która mogła zwiastować tak naprawdę wszystko. Podobno z utalentowanym pomocnikiem rozmawiał również nowy trener, Roger Schmidt. Echem tego była wypowiedź menedżera do spraw sportowych, Michaela Reschke: – Prawdopodobieństwo tego, że Castro zostanie, jest wysokie.

To zmiana na lepsze, bo jeszcze niedawno sam zainteresowany głosił, że szanse na jego pozostanie w kadrze Bayeru stoją pół na pół. Póki co jednak Gonzo nie skomentował wypowiedzi Reschke, którą przytacza kicker, a to pozostawia niepewność, czy rzeczywiście w sezonie 2014/15 zawodnik z numerem 27 na plecach będzie występował na boiskach Bundesligi jako gracz Leverkusen. Pełniący w ostatnim czasie funkcję naczelnego krytyka Castro Rudi Völler w niespodziewanym przypływie mądrości nabrał wody w usta i od jakiegoś czasu nie komentuje publicznie postawy Gonzalo. Ciekawe, czy nie doradził mu tego któryś z bardziej zrównoważonych kolegów z zarządu.

W drużynie zostanie zapewne także Emre Can. Młodzieżowy reprezentant Niemiec znalazł się ostatnio na celowniku FC Liverpool, drużyny, która w ostatnim sezonie rozegrała sezon niczym Bayer za swych najlepszych lat: do końca biła się o mistrzostwo, by w ostatniej chwili spektakularnie je przegrać. Uwaga skautów Liverpoolu skupiła się na Leverkusen, a konkretnie na Canie. Była jeszcze mowa o kwestii pozyskania Heung-Min Sona, ale ten rzekomy transfer należy do szerokiej dziedziny fantasy.

Więcej o szczegółach dotyczących możliwego przejścia Emre do Liverpoolu, a także dlaczego powinien zostać sprzedany, pisałem tutaj. Wygląda jednak na to, że transfer zdechł. Can podobno nie mógł się dogadać z Anglikami w sprawie zarobków. Całkiem możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że to Bayern postanowił szybko nasikać na to ognisko, nie chcąc stracić utalentowanego pomocnika. W tym celu mógł się skontaktować z samym piłkarzem lub z jego agentem i storpedować przejście z Leverkusen do Premier League. Co oznacza ni mniej, ni więcej, że Emre zagra dla nas jeszcze jeden sezon, a potem obierze kurs na południe i za dwa lata stanie się na powrót Bawarczykiem pełną gębą.

Ostatni z panów na „C”, czyli Hakan Calhanoglu, już był podobno jedną nogą w Leverkusen, gdy w ostatniej chwili weto postawił jego klub – Hamburger SV. W ostatnich dniach sprawa jego pozyskania przez Aptekarzy ucichła. Z jednej strony dobrze, bo ile można czytać w różnych źródłach wciąż o odmienianym na wszystkie przypadki przewidywanym transferze, z drugiej może to oznaczać, że HSV postawił na swoim. W końcu Hakan podpisał kontrakt z klubem z północy Niemiec do 2018 roku. I zrobił to na ledwie trzy miesiące przed dojściem do całkiem słusznego wniosku, że Hamburg to dla niego jednak nie najlepsze miejsce do rozwoju. Trudno wyrażać zdziwienie wobec kibiców HSV, że się na niego „lekko” wkurzyli. W powszechnym użyciu znalazły się określenia takie jak „zdrajca” czy „hipokryta”.

Od samego początku poddawałem lojalność Calhanoglu pod wątpliwość. Byłby to transfer na rok, góra dwa. Hakan został już ochrzczony przez kibiców Bayeru mianem „Schürrle 2.0”. Nie każdemu z fanów odpowiadałby taki transfer. Jednak jeśli wziąć pod uwagę dobro klubu, czemu niby nie? Calhanoglu przyjdzie, zrobi swoje, strzeli parę bramek, wypracuje jeszcze więcej, wypromuje się i odchodząc wpompuje do klubowej kasy znacznie więcej, niż za niego obecnie zapłacimy. Wszyscy będą zadowoleni. A raczej byliby, bo nie wiadomo, czy zakup młodego reprezentanta Turcji dojdzie do skutku. Swoją drogą, w Hamburgu muszą zgrzytać zębami na samo wspomnienie słowa „Leverkusen”: najpierw Son, potem Öztunali, a gdzieś po drodze były jeszcze plany ściągnięcia Marcella Jansena…

Zostawmy Calhanoglu w spokoju, póki nie pojawią się w tym temacie jakieś konkrety. Bayer ma już zresztą nowy obiekt westchnień na oku, tak przynajmniej utrzymują dwie wyrocznie niemieckiego futbolu, czyli kicker i Bild. Jest nim 18-letni środkowy obrońca AS Roma, Chorwat Tin Jedvaj. Piłkarz ten przewinął się już przez wszystkie roczniki młodzieżowych reprezentacji swojego kraju. Niewątpliwie dysponuje sporym potencjałem – w tym wypadku nasi skauci rzadko się mylą, a i sam fakt, że znajduje się w kadrze aktualnego włoskiego wicemistrza, świadczy o tym, że nie jest pierwszym lepszym grajkiem.

Do Romy Tin dołączył w zeszłym roku, przechodząc z Dinama Zagrzeb. Jego usługi kosztowały wtedy 5 milionów euro – można się spodziewać, że od tego czasu cena poszła w górę, choć w ostatnim sezonie zaliczył tylko dwa występy w Serie A. Kicker spekuluje, że w grę wchodzi dwuletnie wypożyczenie do Bayeru. Bild z kolei przedstawia jako najbardziej prawdopodobną opcję roczne wypożyczenie z możliwością wykupu. Za rok wygasa kontrakt Emira Spahicia; niewykluczone, że młody Chorwat miałby być jego następcą.

Dziennikarz kickera, Franck Lußem, przedstawia Tina jako piłkarza już doświadczonego mimo młodego wieku, wyszkolonego technicznie i wszechstronnego – choć jego nominalną pozycją pozostaje środek defensywy, Jedvaj potrafi grać również na prawej obronie oraz jako defensywny pomocnik.

Prezes zarządu, Michael Schade, zaakcentował chęć pozyskania Chorwata, mówiąc: – Chcemy tego piłkarza i pozostajemy w trakcie obiecujących rozmów. Zazwyczaj wygadany ponad miarę Rudi Völler stwierdził o Jedvaju krótko: – Interesujący zawodnik. W Leverkusen liczą na kontakty dyrektora sportowego Aptekarzy z oficjelami rzymskiego klubu: AS Roma to były klub Völlera.

W cieniu tego wszystkiego legła kwestia wykupu Seung-Woo Ryu. Pamiętacie jeszcze spontaniczną deklarację Rudiego po towarzyskim turnieju WinterCup w Düsseldorfie, na którym Ryu strzelił bramkę Chorwatom z Dinama Zagrzeb? Otóż wszystko wskazuje na to, że młody Koreańczyk faktycznie zostanie wykupiony z FC Jeju United, ale zaraz potem, jak na utalentowanego młodzieżowca z Leverkusen przystało, zostanie wypożyczony. Dokąd? Jeszcze nie wiadomo, ale wieść gminna głosi, że do jednego z klubów występujących w 2. Bundeslidze.

Adrian Liput