BayArena
fot. www.bayer04.de

Wbrew wynikowi, derby Renu wcale nie były dla Bayeru łatwym spotkaniem. Przez większą część pierwszej połowy podopieczni Rogera Schmidta walczyli nie tyle z rywalami, co z własnymi nerwami. Druga przebiegała już wyłącznie pod dyktando gospodarzy.

Zaczęło się od trzęsienia ziemi. Jedno prostopadłe podanie rozmontowało kompletnie defensywę Aptekarzy, w czym duża „zasługa” Tina Jedvaja, który zupełnie odpuścił sobie pilnowanie wbiegającego za jego plecami na pozycję Matthiasa Lehmanna. W sytuacji sam na sam zawodnik FC Köln próbował minąć Bernda Leno, jednak nie zdołał stworzyć sobie czystej sytuacji strzeleckiej, ponieważ został powalony przez zbyt daleko wyciągnięte ramię golkipera Aptekarzy. Prowadzący spotkanie Thorsten Kinhöfer wskazał na wapno. Sam poszkodowany bardzo pewnie zamienił rzut karny na bramkę.

Bayer próbował rzucić się do ofensywy po ewidentnym falstarcie, ale ofensywni gracze rozgrywali piłkę bardzo niedokładnie i zbyt nerwowo. Nerwy zjadały również obrońców, czego najlepszym przykładem było zbyt krótkie podanie Emira Spahica głową do Leno. W całą sytuację wmieszał się Anthony Ujah, przez co mający już żółtą kartkę na koncie bramkarz Aspiryn znów musiał ryzykować sprokurowaniem rzutu karnego. Tym razem, mimo że napastnik z Kolonii wylądował na murawie, domagając się odgwizdania przewinienia, arbiter był dla gospodarzy łaskawy.

Do 26. minuty, gdy bramkę wyrównującą zdobył Karim Bellarabi, dopełniając formalności dobiciem atomowego strzału Hakana Calhanoglu z rzutu wolnego, mecz wyglądał mniej więcej tak: Bayer miał inicjatywę, ale nie wiedział, jak przekuć ją na klarowne sytuacje podbramkowe. Zawodnicy Petera Stögera momentami zamykali się w okolicach własnego pola karnego. Skrzydła Aptekarzy zostały zneutralizowane. Sebastianowi Boenischowi mecz raczej nie wychodził, mimo ambitnych starań. Stefan Kiessling znów został wciągnięty w niekończącą się batalię z obrońcami o każdy metr boiska, przez co brakowało go na szpicy. Lars Bender, człowiek o żelaznych płucach, był wszędzie i walczył o każdą piłkę, będąc jedynym pozytywem tego okresu gry.

Po golu Bayer stopniowo zaczął się rozpędzać. Uaktywnili się skrzydłowi, coraz groźniej wyglądały uderzenia zza pola karnego w wykonaniu Heung-Min Sona. Zwłaszcza, że bramkarz niemieckiej młodzieżówki, Timo Horn, był dziś niesamowicie niepewny w swych interwencjach. To zresztą on, nie mogąc utrzymać piłki w rękach, podarował nam wyrównującego gola. W kilku innych sytuacjach odbijał futbolówkę przed siebie, zamiast zbijać ją do boku.

Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 1-1. W tym momencie mecz dla przyjezdnych mógłby się zakończyć. Po przerwie na murawę wybiegł Josip Drmic, który zmienił Stefana Kiesslinga. Pojawienie się na boisku Szwajcara było czymś więcej niż tylko zmianą personalną. Wszyscy znamy atuty „Kiessa” – potrafi przetrzymać piłkę z przodu, wywrzeć pressing, przepchnąć się, wygrać pojedynek główkowy. Bayer z tak grającym Kiesslingiem uzależniony jest od formy strzeleckiej duetu Bellarabi-Son; ma wówczas z przodu dwóch skrzydłowych-napastników z pomagającym im Hakanem Calhanoglu plus „ofensywnego obrońcę” z jedenastką na plecach. Bayer z Drmicem gra bardziej klasycznie: piłki kierowane są do napastnika, który ma za zadanie strzelać gole, a nie walczyć, przepychać się, robić miejsce partnerom i ściągać na siebie uwagę obrońców rywala grając plecami do bramki.

Taki Bayer wyszedł na drugą połowę, zaś zmiana stylu opłaciła się w stu procentach. Aptekarze po przerwie zdominowali grę, choć prowadzenie objęli dopiero w 61. minucie i wcale nie z gry, a za sprawą fenomenalnie wykonanego rzutu wolnego Calhanoglu, który z około dwudziestu metrów wpakował piłkę prosto w okienko strzeżonej przez Horna bramki. Golkiper Kozłów nie miał żadnych szans.

Po tej bramce wydawało się, że FC otworzy się i rozpocznie – albo przynajmniej spróbuje rozpocząć – oblężenie bramki strzeżonej przez Leno. Ataki gości nie robiły jednak specjalnego wrażenia, a w końcówce Bayer włączył piąty bieg i przejechał się po przeciwnikach. Zaczęło się w 79. minucie. Calhanoglu wypuścił Bellarabiego prawym skrzydłem. Karim zaliczył świetny rajd, złamał akcję do środka tuż przy linii końcowej boiska, podał do ustawionego na jedenastym metrze Sona, który przetrzymał piłkę, czekając na nabiegających partnerów, po czym dostrzegł Drmica. Reprezentant Szwajcarii uderzył tuż przy słupku, podwyższając prowadzenie Aptekarzy na 3-1. To ostatecznie podłamało gości.

Piłkarze Bayeru właściwie mogliby na tym poprzestać, ale najwyraźniej postanowili się nie oszczędzać i sprawić kibicom miły prezent w postaci upokorzenia zaciekłych rywali. W 88. minucie Son podał do Castro, który huknął zza pola karnego. Strzał został zablokowany przez obrońcę, piłkarz poszybowała w powietrze, spadając łagodnym lobem… Nie dane jej jednak było zetknąć się z murawą, ponieważ w polu karnym Köln dopadł do niej niepilnowany Drmic. Napastnik Aptekarzy uderzył przepięknie z woleja, w spektakularny sposób wykańczając tę sytuację. Dwie minuty później Drmic dopisał do swego dorobku asystę przy trafieniu Bellarabiego, który z zimną krwią wykończył podanie strzałem przy dalszym słupku.

Aptekarze odnieśli dziś niezwykle przekonujące zwycięstwo, choć na początku sami utrudnili sobie zadanie. Ten rezultat to nie tylko ważne trzy punkty – przynajmniej do kolejnego meczu z Kozłami możemy z dumą głosić, że określenie „Macht am Rhein” to nie tylko pusty slogan.