BayArena
fot. www.bayer04.de

Borussia Monchengladbach wygrała na inaugurację sezonu Bundesligi 2-1 przed własną publicznością z Bayerem Leverkusen. Zrobiła to zasłużenie i z dużą pomocą naszych defensorów.

Bayer rozpoczął ten mecz spokojnie, nieco ze zbyt dużym respektem dla rywala, jakby z obawami po tym, jak Borussia zadziwiła ostatnio Europę pokonując w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów 9:2 szwajcarski Young Boys Berno.

Aptekarze próbowali grać z kontry i po jednej z takich Kevin Volland znalazł się w dobrej pozycji w polu karnym, ale jego lekki strzał trafił prosto w ręce bramkarza.

Gladbach miał przewagę, więcej z gry, nam brakowało dokładności i pomysłu. Poza tym tradycyjnie słabo spisał się Hakan Calhanoglu.

Gdy wydawało się jednak, że na przerwę piłkarze zejdą przy bezbramkowym rezultacie, wielki błąd popełnił Jonathan Tah, który… przedłużył długie podanie do Andre Hahna. Piłka spadła mu prosto pod nogi, stanął przed sytuacją sam na sam i nie dał szans Berndowi Leno, strzelając nam gola do szatni.

Bardziej obiecująco wyglądał kwadrans drugiej połowy, ale ciągle brakowało przede wszystkim klarownych stuprocentowych sytuacji po ładnych akcjach. Harował Karim Bellarabi, próbował gubić rywala Kevin Kampl, ale było to za mało.

Groźniej ciągle było pod naszą bramką, ale u progu sezonu na szczęście w formie jest Bernd Leno. Źle stało się zaś w 77. min, gdy z kontuzją boisko opuścił Charles Aranguiz (ciągle czekamy na wieści dotyczące stanu zdrowia Chilijczyka).

W jego miejsce, z racji niekorzystnego rezultatu, Roger Schmidt zdecydował się wpuścić Fina Joela Pohjanpalo. I już po dwóch minutach to właśnie on, po podaniu Karima Bellarabiego wpakował głową piłkę do pustej bramki i zdobył swojego pierwszego gola w Bundeslidze, doprowadzając do wyrównania.

Nie był to niestety koniec emocji w tym meczu. Pięć minut później w środku boiska zderzyli się Kampl i Baumgartlinger, piłkę przejęli gospodarze, prostopadłe podanie do Larsa Stindla, znów nie popisują się nasi stoperzy i ponownie Bernd Leno daje się pokonać, tym razem Stindlowi, który ustalił wynik spotkania na 2:1.