BayArena
fot. www.bayer04.de

To był jeden z tych wieczorów, o których będziemy pamiętać jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego. Bayer Leverkusen pokonał na wyjeździe Real Sociedad 1-0 po golu Ömera Topraka, co przy wygranej Manchesteru United z Szachtarem w tym samym stosunku daje nam upragniony awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów!

Bayer zagrał dwie zupełnie odmienne połowy. W pierwszej prezentowaliśmy się na ogół dobrze, ale przeplataliśmy to momentami beznadziejnej gry, gdy mieliśmy problemy z wyprowadzaniem piłki z własnego pola karnego. Zbyt wiele przydarzało nam się niedokładnych podań, na dużo pozwalaliśmy również ?siódemce” rywali, czyli Antoine Griezmannowi, który wyróżniał się w dzisiejszym spotkaniu naprawdę dobrą grą.

Już w 5 minucie okazję do doskonałej interwencji miał Bernd Leno. Nasz bramkarz-cudotwórca wyciągnął się jak struna i wypiąstkował ni to strzał, ni dośrodkowanie, które jednak zmierzało w światło bramki.

Pięć minut później Gonzalo Castro bił rzut wolny na tyle groźnie, że piłka po jego strzale wylądowała na słupku bramki rywali. Próbował dobijać Stefan Kiessling, ale nieskutecznie.

W pierwszym kwadransie mecz był wyrównany, przy czym żadna ze stron nie chciała wziąć na siebie inicjatywy. Bayer próbował atakować, ale dopiero po kilkunastu minutach widać było w tym pewien zamysł. Aktywny z przodu był Simon Rolfes, który w 16. minucie miał okazję do strzału z 15 metrów, odchylił się jednak przy uderzeniu i posłał piłkę ponad bramką.

Bayer miał jeszcze kilka okazji w pierwszej części gry, ale gospodarze groźnie się odgryzali. W 19. minucie dobre wyjście Leno uratowało nas przed strzałem Griezmanna, który pokazał klasę, przyjmując efektownie piłkę na klatkę piersiową.  Znacznie więcej kłopotów Griezmann sprawił nam po półgodzinie gry, gdy przeprowadził indywidualną akcję; ściął z piłką z prawego skrzydła i oddał strzał z dystansu, obroniony przez Bernda Leno. Nasz bramkarz zbił futbolówkę w bok, jak bramkarskie prawidła nakazują i szybkim zrywem do piłki zapobiegł groźnej dobitce.

Griezmann przez cały mecz był aktywny z przodu i zbyt często udawało mu się dochodzić do sytuacji strzeleckich – na szczęście niegroźnych, zaś gdy już udało mu się trafić w światło bramki, na posterunku był Bernd Leno.

Mniej więcej po 35. minucie zaczął się okres nieporadności. Przyjezdni z Leverkusen zaczęli mieć problem z wymianą prostych podań na własnej połowie, zaś wybijane z naszego pola karnego piłki najdalej na czterdziestym metrze były zgarniane przez Hiszpanów. Na szczęście nasi rywale nie wykorzystali tego momentu słabości.

Gdy mogło się wydawać, że Sociedad przejmie inicjatywę w meczu, na pięć minut przed końcem Bayer przebudził się – w 41. minucie z dystansu uderzał Son, zaś broniący bramki naszych przeciwników Goni zbił piłkę przed siebie. Niestety minęła ona Kiesslinga, szykującego się do dobitki. Golkiper Sociedad prezentował się w tym meczu raczej niepewnie – piąstkował przy wyjściach do dośrodkowań, zbijał piłki na wprost, nie w bok. To ostatnie zagranie powtórzył już dwie minuty po strzale Sona, gdy z daleka uderzał Lars Bender.

Na koniec to gospodarze mieli jednak okazję bramkową: z lewej strony atakował – a jakże – Griezmann, który wstrzelił piłkę w poprzek naszego pola bramkowego. Na szczęście nie znalazł się chętny na dobitkę.

Do przerwy Bayer był jedną nogą w Lidze Europejskiej. Manchester remisował bowiem z Szachtarem 0-0. Przed wznowieniem gry Sami Hyypiä dokonał zmiany – Jensa Hegelera zastąpił Australijczyk, Robbie Kruse, który wniósł ożywienie w nasze poczynania ofensywne.

Już w swojej pierwszej akcji, cztery minuty po wznowieniu gry, posłał idealne dośrodkowanie prosto na głowę Kiessa, który z ośmiu metrów trafił jednak w bramkarza. Skończyło się ?tylko” na rzucie rożnym, ale już chwilę później cieszyliśmy się z bramki! Po dośrodkowaniu w polu karnym Sociedad zapanował chaos, w którym najlepiej odnalazł się Ömer Toprak. Turek przyjął piłkę i mocnym, precyzyjnym strzałem nie dał żadnych szans Goniemu.

Po zdobyciu bramki wydawać by się mogło, że Sociedad rzuci się do odrabiania strat… ale nic takiego nie miało miejsca. Owszem, zdarzały się ataki gospodarzy, ale to jednak Bayer kontrolował sytuację, prezentując futbol dojrzały i konsekwentny. Nie brakowało koncentracji w obronie, szkoda tylko kilku zmarnowanych szans z przodu.

Po kolejnym dośrodkowaniu z prawego skrzydła od Kruse (56. minuta), Stefan Kiessling uderzył piłkę głową i trafił w poprzeczkę. Chwilę później uderzał Castro, ale futbolówka po nodze obrońcy zmieniła tor lotu i pomknęła nad poprzeczką rywali.

W 72. minucie piłkę w polu karnym opanował Heung-Min Son, ale zmarnował idealną okazję, posyłając ją wysoko ponad bramką, czym udało mu się wzbudzić emocje (!!!) u zazwyczaj prezentującego pokerową twarz Samiego Hypii.

Prawdziwą ?setkę” Koreańczyk zmarnował jednak tuż przed doliczonym czasem gry: wyszedł idealnie z własnej połowy do prostopadłego zagrania i przebiegł pół boiska mając na plecach obrońcę tylko po to, by na końcu wdać się w niepotrzebny drybling. Musieliśmy obejść się smakiem w momencie, gdy mogło już być po meczu.

Tuż przed końcowym gwizdkiem niezłym strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego popisał się Carlos Vela, ale uderzył obok słupka.

Bayer spokojnie dowiózł jednobramkowe prowadzenie do końcowego gwizdka i przy zwycięstwie Manchesteru nad Szachtarem awansował do kolejnej fazy Ligi Mistrzów!

Plusy? Z całą pewnością świetna, niesłabnąca dyspozycja Bernda Leno i kolejny dobry występ w ofensywie Emre Cana, który zaczyna wyrastać na gracza podstawowego składu. Póki co nie wiadomo, czy z tego tytułu niepokój ma odczuwać Sebastian Boenisch, czy Emre będzie grał jako środkowy pomocnik po powrocie Polaka po kontuzji.

Na poczet minusów trzeba jednak zaliczyć absencję Cana w pierwszym meczu 1/8 finału (zawieszenie za kartki) i festiwal strzeleckiej indolencji Sona. Kto by się jednak zajmował malkontenctwem w wieczór awansu z naprawdę trudnej grupy!